piątek, października 08, 2010

Debilne dopalacze


Ktoś zatruł się kadzidełkiem czy też pochłonął łapczywie artykuł kolekcjonerski? A co mnie to obchodzi? Chciał, to ma za swoje! I słusznie został nazwany debilem!

Czy ktoś o zdrowych zmysłach goli się kosiarką, spożywa meble czy też zabiera się do połknięcia zabawek niedozwolonych w użytkowaniu przez dzieci do lat 3? A jeśli już ktoś taki się znajdzie, to czy państwo wytacza działa przeciwko producentowi sprzętu ogrodniczego, firmie produkującej meble czy producentowi zabawek? Nie!

Problem tkwi zapewne w wychowywaniu dzieci, nad którymi rodzice nie mają już takiej władzy i kontroli jak w wiekach średnich czy jeszcze kilkanaście lat temu. Niestety niebezpieczeństwa czyhają na najmłodszych na każdym kroku i pora się z tym pogodzić. Zabronienie sprzedaży dopalaczy pod przykrywką artykułów kolekcjonerskich sprawi, że ten typ używek zniknie w szarej strefie i dzieciaki nadal będą się truły, a państwo korzyści finansowych nie będzie miało żadnych z tego tytułu. Ba, powiem więcej, będzie do interesu jeszcze dopłacało lecząc kolejnych „debili” na koszt… podatników.

Kiedy papierosy i alkohol doczekają się zakazu sprzedaży? Może już niedługo przyjdzie i na nie czas, „bo ludzie umierają” także po ich użyciu. A kawa? Właścicielu kawiarni drżyj!

Powrotu czas

Zdecydowałem się reaktywować swojego bloga. Tylko proszę nie panikować.
Przyczyna? Ukończenie studiów pierwszego stopnia. Po 3 latach męczarni, nauki języka niemieckiego i walki z biurokracją uczelni udało mi się dobrnąć do samego końca, nie inwestując przy tym zbędnych złotówek w naukę. Tworzenie pracy licencjackiej (pracy odtwórczej, nikomu do szczęścia niepotrzebnej) pochłonęło większą część mojego wolnego czasu i stąd tak długa przerwa w pisaniu na blogu. Było, minęło. Teraz pora na szukanie pracy, a ofert jak na lekarstwo.

Mam nadzieję, że pomysłów na wpisy nie zabraknie i będą się one pojawiały w regularnych odstępach czasu.

piątek, lutego 12, 2010

W Polskę idziemy

Szykuje mi się kilkudniowy wyjazd, co zasadniczo nie może spowodować u mnie większego przerażenia... Wszystko jednak zmienia się gdy wyjrzymy za okna i dostrzeżemy niespodziewaną jak na tą porę roku pokrywę śnieżną.
Żart? Wręcz przeciwnie, ostatnie lata przyzwyczaiły nas (Polaków) do łagodnych zim, ze śniegiem pojawiającym się sporadycznie i to przez maksimum dwa tygodnie. W obliczu tej narodowej tragedii jaką jest standardowa, a nie łagodna zima, przyjdzie mi zmierzyć się z pokonaniem kilkuset kilometrów za pomocą komunikacji samochodowej znanej pod szyldem PKS. Po cichu liczę na to, że drogowcy w centrum naszego wspaniałego kraju nie zostali zaskoczeni przez zimę i przygotowali szosy krajowe i wojewódzkie tak, aby dzielny kierowca autobusu PKS nie musiał martwić się o nic i bezpiecznie dowiózł mnie do celu mojej podróży.

Mam także nadzieję, że podróż przyniesie jakieś niesamowite doznania, które skłonią mnie do opisania czegoś ciekawego na blogu.

wtorek, lutego 02, 2010

D jak dópa

Na wstępie chciałbym przeprosić niewielką rzeszę moich czytelników za tak długą przerwę - wynikała ona jednak z dużej ilości zadań, którym musiałem sprostać (sesja, zaliczenia itd.)

W poprzedniej notce ugryzłem zapewne wielu ludzi, ale jak widać o grypie już dawno się nie mówi, bo firmy farmaceutyczne napchały już sobie kieszenie pieniędzmi naiwnych osób... Zostawię ten temat w spokoju na jakiś czas i zajmę się inną drażliwą kwestią w polskim narodzie, a mianowicie nauką! w niecodziennym wydaniu...

Nauka jak to nauka, była, jest i będzie, chciałbym jednak poruszyć kwestię ortografii, której to nauczanie wydaje się dziś być o wiele trudniejsza niż jeszcze kilkanaście lat temu. Przyczyna moim zdaniem jest głównie jedna - dzieci czytają coraz mniej i stąd bierze się ich brak umiejętności pisania zgodnie z zasadami ortografii języka polskiego. Dodatkowo dzięki specjalnym zaświadczeniom każde dziecko, które nauczy się samych zasad, może zyskać "tytuł" dyslektyka i od tej pory mieć w głębokim poważaniu gżegżółki, wsuwki czy też porzeczki lub pożyczki. Przepis na analfabetę mamy więc gotowy - zabrać książki, wydać zaświadczenie... Do czego to prowadzi? Moim zdaniem za kilkanaście lat w urzędzie co drugi obywatel podpisując się na pierwszym lepszym druku będzie obok podpisu rysował kółeczko z literką "D" w środku, tym samym będzie miał pewność, że nikt nie przyczepi się do imienia Kszyrztof, Romóalt... bleeeeeee
Z Dyskusji ze starszymi wiekiem osobami dowiedziałem się, że 30 lat temu dysleksja nie występowała!!! a każdy kto miał problemy, np. z ortografią mógł nawet w skrajnym przypadku powtarzać klasę, aż do momentu gdy nauczył się pisać poprawnie w stopniu dostatecznym. Dlaczego więc dziś jest inaczej? Dlaczego dzieci, które ćwiczą godzinami w domu pisownię polskich wyrazów są traktowane gorzej gdy pomylą się choć raz od dzieci, które załatwiły sobie papierek?


A co Wy sądzicie o dópie?