Szykuje mi się kilkudniowy wyjazd, co zasadniczo nie może spowodować u mnie większego przerażenia... Wszystko jednak zmienia się gdy wyjrzymy za okna i dostrzeżemy niespodziewaną jak na tą porę roku pokrywę śnieżną.
Żart? Wręcz przeciwnie, ostatnie lata przyzwyczaiły nas (Polaków) do łagodnych zim, ze śniegiem pojawiającym się sporadycznie i to przez maksimum dwa tygodnie. W obliczu tej narodowej tragedii jaką jest standardowa, a nie łagodna zima, przyjdzie mi zmierzyć się z pokonaniem kilkuset kilometrów za pomocą komunikacji samochodowej znanej pod szyldem PKS. Po cichu liczę na to, że drogowcy w centrum naszego wspaniałego kraju nie zostali zaskoczeni przez zimę i przygotowali szosy krajowe i wojewódzkie tak, aby dzielny kierowca autobusu PKS nie musiał martwić się o nic i bezpiecznie dowiózł mnie do celu mojej podróży.
Mam także nadzieję, że podróż przyniesie jakieś niesamowite doznania, które skłonią mnie do opisania czegoś ciekawego na blogu.
piątek, lutego 12, 2010
wtorek, lutego 02, 2010
D jak dópa
Na wstępie chciałbym przeprosić niewielką rzeszę moich czytelników za tak długą przerwę - wynikała ona jednak z dużej ilości zadań, którym musiałem sprostać (sesja, zaliczenia itd.)
W poprzedniej notce ugryzłem zapewne wielu ludzi, ale jak widać o grypie już dawno się nie mówi, bo firmy farmaceutyczne napchały już sobie kieszenie pieniędzmi naiwnych osób... Zostawię ten temat w spokoju na jakiś czas i zajmę się inną drażliwą kwestią w polskim narodzie, a mianowicie nauką! w niecodziennym wydaniu...
Nauka jak to nauka, była, jest i będzie, chciałbym jednak poruszyć kwestię ortografii, której to nauczanie wydaje się dziś być o wiele trudniejsza niż jeszcze kilkanaście lat temu. Przyczyna moim zdaniem jest głównie jedna - dzieci czytają coraz mniej i stąd bierze się ich brak umiejętności pisania zgodnie z zasadami ortografii języka polskiego. Dodatkowo dzięki specjalnym zaświadczeniom każde dziecko, które nauczy się samych zasad, może zyskać "tytuł" dyslektyka i od tej pory mieć w głębokim poważaniu gżegżółki, wsuwki czy też porzeczki lub pożyczki. Przepis na analfabetę mamy więc gotowy - zabrać książki, wydać zaświadczenie... Do czego to prowadzi? Moim zdaniem za kilkanaście lat w urzędzie co drugi obywatel podpisując się na pierwszym lepszym druku będzie obok podpisu rysował kółeczko z literką "D" w środku, tym samym będzie miał pewność, że nikt nie przyczepi się do imienia Kszyrztof, Romóalt... bleeeeeee
Z Dyskusji ze starszymi wiekiem osobami dowiedziałem się, że 30 lat temu dysleksja nie występowała!!! a każdy kto miał problemy, np. z ortografią mógł nawet w skrajnym przypadku powtarzać klasę, aż do momentu gdy nauczył się pisać poprawnie w stopniu dostatecznym. Dlaczego więc dziś jest inaczej? Dlaczego dzieci, które ćwiczą godzinami w domu pisownię polskich wyrazów są traktowane gorzej gdy pomylą się choć raz od dzieci, które załatwiły sobie papierek?
A co Wy sądzicie o dópie?
W poprzedniej notce ugryzłem zapewne wielu ludzi, ale jak widać o grypie już dawno się nie mówi, bo firmy farmaceutyczne napchały już sobie kieszenie pieniędzmi naiwnych osób... Zostawię ten temat w spokoju na jakiś czas i zajmę się inną drażliwą kwestią w polskim narodzie, a mianowicie nauką! w niecodziennym wydaniu...
Nauka jak to nauka, była, jest i będzie, chciałbym jednak poruszyć kwestię ortografii, której to nauczanie wydaje się dziś być o wiele trudniejsza niż jeszcze kilkanaście lat temu. Przyczyna moim zdaniem jest głównie jedna - dzieci czytają coraz mniej i stąd bierze się ich brak umiejętności pisania zgodnie z zasadami ortografii języka polskiego. Dodatkowo dzięki specjalnym zaświadczeniom każde dziecko, które nauczy się samych zasad, może zyskać "tytuł" dyslektyka i od tej pory mieć w głębokim poważaniu gżegżółki, wsuwki czy też porzeczki lub pożyczki. Przepis na analfabetę mamy więc gotowy - zabrać książki, wydać zaświadczenie... Do czego to prowadzi? Moim zdaniem za kilkanaście lat w urzędzie co drugi obywatel podpisując się na pierwszym lepszym druku będzie obok podpisu rysował kółeczko z literką "D" w środku, tym samym będzie miał pewność, że nikt nie przyczepi się do imienia Kszyrztof, Romóalt... bleeeeeee
Z Dyskusji ze starszymi wiekiem osobami dowiedziałem się, że 30 lat temu dysleksja nie występowała!!! a każdy kto miał problemy, np. z ortografią mógł nawet w skrajnym przypadku powtarzać klasę, aż do momentu gdy nauczył się pisać poprawnie w stopniu dostatecznym. Dlaczego więc dziś jest inaczej? Dlaczego dzieci, które ćwiczą godzinami w domu pisownię polskich wyrazów są traktowane gorzej gdy pomylą się choć raz od dzieci, które załatwiły sobie papierek?
A co Wy sądzicie o dópie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)